Na chorobowym, czyli radosne podsumowanie roku 2016

Jakiż piękny rok 2017 przed nami!… a na pewno ciekawy… 
Nie jest to pobożne życzenie, ale świadoma afirmacja, tym istotniejsza, że leżę aktualnie w łóżku rozbity chorobą i świat chwilowo nie projektuje mi się w różowej tonacji. Jednak, aby nie czuć się bezużyteczny, od moich współpracowników dostałem zadanie: „Nie masz siły projektować, tworzyć nowego, to napisz podsumowanie minionego roku, to Ci dobrze zrobi, takie katharsis…”.  Ahaaa…
Działo się dużo i to bardzo znamiennych wydarzeń, które w wielu aspektach przybliżają mnie do Was, więc stękając, z bólem w stawach, podnoszę rękawicę w nadziei, że coś z tego Wam się przyda lub zainspiruje.

W nowy 2016 rok weszliśmy z buta, tak dosłownie. W Sylwestra poszliśmy tropem warszawskich miejscówek, w każdym lokalu coś na rozgrzewkę, kilka refleksji (często o tym, że nie musi być ładnie, żeby było przytulnie) i dalej przygodo! Spotkaliśmy starych znajomych i poznawaliśmy nowych. Nie zdawaliśmy sobie sprawy jak symboliczna była to noc… Okazało się, że cały ubiegły rok zdeterminowany został podróżami, doświadczaniem nowych miejsc i sytuacji, a kwintesencją tego stała się przeprowadzka na nowe biuro-mieszkanie.

W życiu kieruję się jasną dewizą: nie ma przypadków, są tylko mniej lub bardziej korzystne zbiegi okoliczności. I tak to właśnie z początkiem roku trafił nam się lokal do kompletnego remontu, w najcudowniejsze okolicy Mokotowa, z widokiem na Morskie Oko…
W zasadzie od jakiegoś czasu szukaliśmy czegoś większego niż nasze radosne poddasze w modernistycznej perle Mokotowa „Domu Wedla”, z cudownym widokiem, który jednak nie był w stanie zrekompensować braków metrażowych przy rosnącej liczbie pracowników naszej agencji. To, co wpadło nam w ręce, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania! Na „nowym” roboty od groma, a już w styczniu rozpoczęły się przygotowania do 4 sezonu Remont w 48H, perspektywa remontów na dwóch frontach szybko sprowadziła nas na ziemię. Żeby było jeszcze ciekawiej postanowiliśmy z naszego remontu zrobić program „Pągowski u Siebie” – zwiastun tutaj.
Byliśmy tak podekscytowani, że pobiegliśmy z Królową Świata Mego zrobić „związkowe” tatuaże do naszych przyjaciół Szerytattoo! Wiecie, takie zaręczynowe, po 8 latach bycia razem. Spostrzegawczy widzowie Rw48H na pewno dostrzegli pewną analogię na dłoniach…

Jeszcze się łapki nie wygoiły, a już trzeba było jechać do Lipna na wizję lokalną u zwycięzców konkursu dot. Remontu w 48H, w którym do wygrania był remont za 40 000 PLN. Bohaterowie w bezpośrednim kontakcie okazali się cudownym małżeństwem. Czystą radością było dla mnie planowanie ich nowej kuchni. Zrobiłem dokumentację, naszkicowałem wstępny projekt i… pojechałem do Katowic na najciekawsze w Polsce targi designu 4 DESIGN DAYS, na których w ciągu dwóch dni miałem przyjemność wystąpić w 4 panelach tematycznych (w tym roku zapraszam ponownie!). Spotkałem wielu zacnych znajomych, poznałem kolejne wspaniałe osobistości i upewniłem się, że nasz kraj designem stoi, a Śląsk jest super.
Zaraz po powrocie zabraliśmy się za castingi do 4 sezonu i uruchomiliśmy (w końcu!) mój kanał YouTube oraz Pinterest.  

Równolegle do tematów wnętrzarskich pojawiła się opcja reaktywacji mojego starego łódzkiego zespołu Sonic Trip i choć z muzyką jestem na bieżąco, zgrać się z osobami, z którymi nie miało się kontaktu od… prawie 10 lat, było przede wszystkim mentalnym wyzwaniem. Comeback się udał bardzo, przybyły tłumy, a ja sam jako stateczny pan po 40-ce, dumny byłem, że kondycyjnie utrzymać mogłem sceniczne szaleństwo przez 1,5h.
Wróciłem styrany z Łodzi i dalej promocja 4 sezonu Remontu w 48H, z małą przerwą na Galę Oscarów wirtualnie sprowadzoną do siedziby Canal+, na której w końcu poznałem osobiście mojego „medialnego ojca” Andrzeja! Ledwie doszedłem do siebie po hucznym świętowaniu pierwszego Oscara Leonardo DiCaprio, gdy nadeszła wielka chwila…

Bądź gotowy Świecie Szeroki, Tomasz leci na wymuszone wakacje! Tak, tak, wymuszone… Rok wcześniej w ramach współpracy barterowej z LOTem, stworzyłem dla nich prototyp mebla z wykorzystaniem okna kabiny pilotów i kilku innych projektów, w zamian za pakiet wybranych lotów. Haczyk taki, że rok na wykorzystanie ich miałem, a jak to u pracoholików zwykle bywa, szkoda czasu na wypoczynek. I oto w marcu mija termin i trzeba lecieć! Gdziekolwiek, ale lecieć! Zbyt odkrywczy nie byłem, a i opcji niewiele miałem, Aten w życiu nie widziałem, więc czym prędzej poleciałem. Jakże szybko przyszła satysfakcja… nie lubię czasu marnować, a że o 5:00 byliśmy na miejscu, a apartament otwierany o 7:00, pobiegliśmy na górkę i o 5:35 zdobyliśmy Lykavittos Hill, z najpiękniejszym widokiem Aten o wschodzie słońca… W ekspresowym tempie dwóch odcinków (czyli 96h) dotknęliśmy kolebki cywilizacji europejskiej z lekkim odbiciem na bardzo ciekawy modernizm dzielnicy Exarchia i szybkim wypadem do Świątyni Posejdona. Powróciliśmy prosto na plan Remontu… Dwa odcinki raptem zrobiliśmy i by dopełnić przymusowego szczęścia, polecieliśmy raz jeszcze, tym razem do Tel Avivu. Oj to już była grubsza wyprawa… niezwykłe emocje i mieszane uczucia tak, jak wybuchową mieszankę stanowi cały ten region… a już wizyta w Jerozolimie… Temat na osobny wpis, może go kiedyś popełnię…

Wstrząśnięty, niezmieszany powróciłem na plan Remontu, a tydzień był to niezwykle intensywny. Zaraz po finale odcinka, zebrać nam się trzeba było do Lipna! Kolejne 48 godzin na wyjątkowym planie… Przygotowani, zwarci i gotowi, ruszyliśmy w Polskę. Bohaterowie zestresowani, ale otwarci. Walczyliśmy dwa dni, a efekt mogliście zobaczyć tutaj. W materiale nie zobaczyliście jednak tego co wydarzyło się o 21.30 dnia drugiego. Po skończonym remoncie, rozluźniony spojrzałem z dystansu na kuchnię, piękna… i tylko spostrzegłem, że podwieszony okap nie trzyma poziomu, poprosiłem więc chłopaków, żeby wypoziomowali. Solidną poziomicę z magnesami podwiesili pod okapem i faktycznie poziomu nie było… Nie minęła chwila i faktycznie… nie było również płyty indukcyjnej…! Poziomica, jak każde złośliwe narzędzie, upadła i potłukła. Lipno, godzina 21:30, gdzie kupię nową płytę indukcyjną?! Wsiadam w auto i do Włocławka! Jestem 21:53, na stronie www napisane, że galeria handlowa do 22:00, ale nie sklep AGD… Na szczęście za wczasu ustaliłem, że bez względu na to, o której tego dnia przyszłoby nam skończyć, finał zrobimy na spokojnie dnia następnego o 10:00 ze względu na dzieci, których spora ilość miała się pojawić wraz z planowaną przez gospodarza niespodzianką, ale czy to nam w czymś pomoże?… Sobota, 8:00 ogólny stres, chłopaki zadeklarowali się załatwić temat do 10:00… i oto o 9:15 wchodzą tryumfalnie z nową płytą indukcyjną, jesteśmy uratowani!!! Finał przepiękny, z płaczu prawie się odwodniłem…

Gdy w poniedziałek wszedłem na plan Remontu wszystko wydało się proste i łatwe jak nigdy. Szybciutko zrobiliśmy kolejny odcinek, by mieć chwilę na spakowanie się do Mediolanu. Salone del Mobile 2016… Na zaproszenie jednego z naszych partnerów wyrwaliśmy się do europejskiej stolicy designu i nie zawiedliśmy się (ująłem to szerzej tutaj). Wróciliśmy i dokończyliśmy spokojnie 4 sezon, równolegle pracując nad czymś bardzo dla mnie ważnym… Wstyd się przyznać, ale po tylu latach aktywności medialnej, po 3 programach i 4 sezonie kolejnego, na dzień dziecka ruszyła moja strona www (skoro to czytacie, znaczy, że jesteście na niej… świat już nigdy nie będzie taki jak przedtem…:). Zrobiliśmy to! Przyszedł czas wakacji i… mogliśmy spokojnie zabrać się do pracy nad „Pągowski u Siebie”!

Przyłączali się partnerzy, których z kamerami odwiedzaliśmy w różnych zakątkach Polski. Nasz projekt ewoluował od potrzeby praktycznego zaaranżowania przestrzeni wymagającej po prostu kompletnego remontu, do projektu, w którym główne skrzypce zagrała sensualność… Uświadomili nam to po części właśnie nasi partnerzy, którzy zakładali, że projekty Pągowskiego z udziałem ich produktów powinny być wyjątkowe. Czujecie tę presję… wyjątkowe czyli jakie?! Okrutne brzemię odpowiedzialności zawisło nade mną. Chwilę zmagałem się z tym podejściem, na moment wręcz mnie obezwładniło. I wtedy pojawiła się możliwość zaprojektowania „regału marzeń”, który na nowo zdefiniował mi pojęcie sensualności… Szyty na miarę, według własnych potrzeb i poczucia estetyki, z materiału, który pobudza moją wyobraźnię, uruchamia wszystkie zmysły. Ciekawe co Freud by o tym powiedział… nie sypialnia, nie łazienka, nie kuchnia, ale biuro… czyli stół i regał były tymi meblami, które odblokowały moją wewnętrzną sensualność…

Już złapałem wiatr w żagle, na nowo zdefiniowałem naszą przestrzeń i co?!… rzuć wszystko i biegnij robić 5 sezon Remontu w 48H! Program jak program, ale oto zza winkla wyłania się ogromna postać, niebanalny partner (a może partnerka…) IKEA. Łaska Najwyższego spłynęła na mnie, gdyż od początku programu tego modliłem się o „IKEA 24H”! Wiecie jak to jest… choćbyś nie wiem jak się wytężał, planował i wymyślał, za przysłowiowe pięć dwunasta, brakuje detalu, który dopełni kompozycji i gdzie masz „obowiązek” go znaleźć?… tylko tam!
Ochoczo zabraliśmy się do pracy, dopinając pierwej co się da z prac, które mieliśmy w trakcie realizacji u siebie, aby z remontu na remont nie biegać. W 5 sezonie troszkę inaczej niż zwykle musieliśmy się zorganizować, sam dwoiłem się i troiłem by widzowie nie krzyczeli, że za dużo IKEA w IKEA, ale… to był jak dotąd najlepszy sezon Remontu!

W świecie równoległym IMATHOME, o którym jak dotąd w ogóle nie wspomniałem, toczyły się „normalne” działania agencji kreatywnej. Projektowanie, koordynacja realizacji, kampanie, sesje, eventy… i właśnie w tym celu musieliśmy zrobić krótką przerwę od Remontu i remontu, na szybki wypad do Tallina. Koniecznie autem (mimo, iż mandaty za prędkość się do mnie lepią w tym regionie), bo lubię patrzeć jak płynnie zmienia się krajobraz z kultury słowiańskiej do skandynawskiej. Boże, jak cudownie było „popatrzeć” na to co za nami i na to co przed nami z perspektywy Zatoki Fińskiej… Po powrocie, Remontu w 48H ciąg dalszy, no i tego naszego (powinien się nazywać „remont w międzyczasie” – zastrzegam prawa do nazwy!). Z pewnymi kłopotami zafudowanymi przez stolarnię oddaloną 300 km od nas, po dwóch miesiącach od przekazania projektu na produkcję, udało się stworzyć monumentalne dzieło, sensualny regał z wieloosobowym biurkiem, zwanym przez nasz zespół pieszczotliwie „śmigłem”.
I tak oto, zakończywszy sukcesem 5 sezon Rw48H, mając częściowo dopięty remont u Pągowskiego rozpoczęliśmy przygotowania do świąt, pierwszych rodzinnych świąt w naszej nowej przestrzeni biurowo-prywatnej… Niebawem o naszej przestrzeni dowiecie się  więcej z różnych stron, gdyż już pierwsze sesje foto u nas się odbyły, a montaż programu „Pągowski u Siebie” idzie pełną parą!

Oby rok 2017 był jeszcze bardziej dla mnie łaskawy, czego i Wam życzę…

Tom

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce prywatności".