HISTORIA PEWNEJ PŁYTY, CZYLI DROGA DO MOJEGO WYMARZONEGO BIURA

Kiedy moja mama wyrwała z gardła zakładowej dysponentki talon na półkotapczan, a następnie dumnie, z pomocą czterech chłopa, wtachali gabaryt na 4 piętro, byłem szczęśliwy… Przez miesiąc z namaszczeniem dźwigałem łoże do góry, składałem nóżki i zamykałem je na kluczyk. Następnie tym samym kluczykiem otwierałem biurko, albo dwa, rozkładałem nogi (tego biurka) i zasiadałem przy nim w pozycji dziennej… Patrzyłem na ten mebel z dumą, że taki zmyślny i wyjątkowy… Po miesiącu okazało się, że kolega ma taki sam, i że Hania też… i jej koleżanka… Czar prysł, a ja zacząłem zastanawiać się nad jednym, jak sprawić, by dalej był wyjątkowy. Zaczęły się naklejki, malowanie, rysowanie, aż któregoś dnia poprosiłem mamę o brzeszczot i zacząłem ciąć nadstawkę, by całość nabrała nieco innej formy.

Tak to się wszystko zaczęło…

Pierwsze kroki, w zetknięciu z nieznaną materią, zawsze mają rys rozpaczliwej bezradności. Prawdziwą sztuką jest stworzyć coś, co nie tylko dla nas, ale i dla innych stanie się wartościowym przedmiotem emanującym energią, która przyciąga uwagę i zatrzymuje spojrzenia. Od dziecka o tym marzyłem. Nie znałem pojęcia „design”, a sztuką była dla mnie gra na gitarze. Kiedy trzeba było na tę „sztukę” zarobić, zatrudniłem się jako montażysta mebli robionych na miarę, czyli prozaicznych szaf wnękowych. Ordynarne płyty wiórowe laminowane, białe, drewnopodobne, wykończone listwami PCV, ale od czegoś trzeba było zacząć… By stworzyć wartościowy mebel potrzeba determinacji, czasu, wiedzy, umiejętności, no i technologii. Tego wszystkiego doświadczyłem na studiach. Dowiedziałem się również wiele o nowych technologiach i możliwościach jakie dają nowe materiały stale opracowywane w laboratoriach, których zawsze byłem niezwykle ciekaw. Ostatnio po raz kolejny, w moje nienasycone kontaktem z materią łapska, wpadł nowy materiał, chodzi o SWISS CDF…

Tworząc nasze biuro, na etapie białych ścian, drzwi i okien, miałem wizję czystej przestrzeni, w której wszelkie podziały wynikałyby z cienkich linii ciemnych rantów równie białych mebli. Stworzyłem więc projekt przestrzeni tonącej w bieli, z której wyławia nas sieć czarnych linii, mniej lub bardziej wymykających się z prostych podziałów. Powstał z tego duet o roboczej nazwie „combobiurko & flexiregał”, którym udało mi się zaciekawić firmę SWISS KRONO, producenta płyt, na których mi zależało. Firma chętnie dołączyła do grona naszych partnerów w projekcie „Pągowski U Siebie”. Nie chciałem by jakiekolwiek elementy zakłócały czystość białych płaszczyzn i odciągały uwagę od prostych linii przekrojów. Szukałem sposobów na bezłącznikowe ich zespolenie i dobrze się stało, bo ten materiał stworzony jest do klarownych, precyzyjnych połączeń.

CDF czyli Compact Density Fibreboard, to rodzaj płyty HDF o bardzo ciekawych właściwościach. Przede wszystkim jest niezwykle wytrzymała i stabilna. Docinając 16 mm płytę, spory fragment pewnie trzymał się na niedociętych 3mm grubości i nie dał się wyłamać! Jej wnętrze ma oleistą strukturę, płyta wydaje się wręcz tłusta, stąd pewnie podwyższona odporność na wilgoć. Kiedy już wszedłem z nim w kontakt organoleptyczny, składając dostarczone przez stolarnię formatki, poczułem prawdziwą przyjemność obcowania z naprawdę szlachetnym materiałem, twardym i plastycznym zarazem. Ponadto jest trudna do zapalenia, w trakcie cięcia miałem wręcz wrażenie, że łatwiej się przytopi niż zapali. No i ten kolor… Płyta ciemna jak czarna czekolada, powlekana białym laminatem, taka właśnie była geneza mojego zainteresowania tym materiałem. Czym przeciąć taki materiał? Czym go dopieścić? Otóż z nieziemską satysfakcją stwierdziłem, że w tym konkretnym przypadku najlepiej sprawdzą się stare techniki z pogranicza snycerski i ślusarstwa. Ale dlaczego w ogóle musiałem brać się za taką robotę?!…

Nie było łatwo… o ile stół jest prostą konstrukcją, choć pofalowaną, o tyle regał okazał się jakąś abstrakcyjną kwadraturą koła dla stolarni, która ponoć specjalizuje się w obróbce tego materiału… Dwa razy wracały do nich źle wycięte formatki. Kiedy przyjechały ostatni raz (również źle wycięte), opcji powrotu już nie mieliśmy, czas na to nie pozwalał… To prototyp, ale trzeba go było w końcu zamknąć by zobaczyć efekt całej bryły w możliwie najlepszym wykonaniu. A bryła nie jest mała, 4 x 2.5 metra robi wrażenie… Tak więc czarny jak górnik na przodku, z pilnikiem w ręku, niczym w hebanie drążyłem brakujące milimetry (z tendencją do centymetrów) twardego CDFa i było mi z tym dobrze…

Kiedy stanął stół, czuliśmy satysfakcję, że mamy już przy czym pracować. Jednak kiedy położyliśmy ostatni top na regale, rozbrzmiało ciche, zbiorowe „wow”… Można zrobić piękny projekt 3D, wygenerować kilka efektownych wizualizacji, ale dopiero bezpośredni kontakt z obiektem w skali 1:1 robi właściwe wrażenie, które wywołuje albo niezręczną ciszę, albo właśnie „efekt wow”. Oczywiście pełnię szczęścia uzyskujemy za każdym razem kiedy przestrzeń wypełniamy treścią, tym co dla nas ważne, czego używamy na co dzień. Właściwa ekspozycja naszych „skarbów” w równym stopniu buduje wartość eksponatu, którym w dobrym wydaniu może być nawet segregator. Takie właśnie biuro stworzyliśmy. Siedzimy teraz przy naszym combobiurku, patrzymy na nasz flexiregał i uśmiechamy się do siebie kiwając główkami jak maskotka w samochodzie, pięknym samochodzie…  

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce prywatności".