Remont w 48H [S07,E02] czyli mała kuchnia, a cieszy

Kuchnie to wymagające pomieszczenia, im mniejsze, tym bardziej wymagające, gdyż możliwości aranżacji sprowadzają się z reguły do jednego, jedynie słusznego ustawienia, które wymusza na nas ogromny pakiet kompromisów i ograniczeń. Ola i Karol, w swojej kawalerce mają dokładnie 1.7×2.2, czyli 3.74 m2 przestrzeni kuchennej. Gdy tam wszedłem zastałem kuchenkę, szafkę ze zlewem, lodówkę i stół, który zresztą zabierał 1/4 przestrzeni. Ponadto szafka wisząca nad zlewem oraz zabytkowa szafko-półka, która od razu skradła me serce! Kilka ramek na ścianie i to chyba wszystko… Ewidentnym walorem było okno, wysoko umieszczone, ale za to bardzo szerokie i bez pionowych podziałów. Dobrze doświetla wnętrze, choć gotując lub zmywając naczynia, sami sobie zasłaniamy. Możliwości manewru nie było, istotą mych działań stało się zatem maksymalne usprawnienie zastanego ustawienia.

Gdy stare graty opuściły kuchnię oczom mym na prawej ścianie objawiła się plątanina rur wszelakich. Okazało się, że nawet rurki do kaloryfera znajdującego się po drugiej stronie, pod oknem mają tu swe poplątane „źródełko”, z którego bezczelnie idą wzdłuż ściany frontalnej, gdyż jak to zwykle bywa, przy wymianie instalacji grzewczej fachowcy jednoznacznie stwierdzili, że tak być musi… a wcale, że nie i od tego zaczęliśmy! Chłopaki podkuli ścianę i choć uskok nie pozwolił schować rurek na grubości uskoku, wzdłuż całej ściany rury zniknęły! Wystarczyło przesunąć kaloryfer 5 cm bliżej ściany, nie ingerując w ogóle w samą instalację…  Skuliśmy stare płytki, planowaliśmy kilka bruzd pod nowe punkty elektryczne i gdy ekipa zaczęła ryć… oparzone tynki wielkimi płatami zaczęły spadać z każdej ściany!… 😱 A mieliśmy jeszcze tego samego dnia położyć nad planowanym blatem roboczym zamówioną w internecie mozaikę. Ale widać tak miało być, bo mozaika nie dotarła na czas. Chłopaki zdążyli wygładzić zryte ściany i do rana wszystko spokojnie wyschło.

Następnego dnia nim wróciłem z zabudową kuchenną, oprócz położonej mozaiki, zainstalowana została już lampa wisząca, do której zasilanie przeciągnęliśmy  bliżej okna, by zwis doświetlał nam blat roboczo-jadalniany. Lampa zamówiona została przez internet i kiedy przyjechała, sznur wydał mi się zbyt czarny i syntetyczny, trzeba więc było ściągać i wymienić na przyjazny, szary mat z naturalnego bawełnianego oplotu.

Ściana, na której zastałem zabudowę kuchenną, nie zmieniła swojej funkcji. Moim zadaniem było jednak lepiej skondensować przestrzeń do przechowywania. Nie było to łatwe bo otwór wejściowy odsunięty był od tej ściany o 50 cm, nie było więc możliwości wstawienia głębokiej zabudowy podblatowej na całej długości. Udało mi się jednak zmieścić dwie pełne sześćdziesiątki, na piekarnik i pod zlew oraz płytszą czterdziestkę (40 cm gł.) przy wejściu. Dało mi to szansę wygenerować skos blatu wyciskając co się da z dostępnej powierzchni. To nic, że między płytą gazową a zlewem mamy 5 cm. Mamy jednak 4 palniki, półtorej komory z ociekaczem i jakieś 20 cm na przybornik z utensyliami, ew. jakąś wąską suszarkę na naczynia… Tak, życie to sztuka kompromisu…

Na pociechę zaszalałem z szafkami wiszącymi! Musząc uszanować rurę gazową oraz otwór wentylacyjny z lewej, oraz odpowietrznik centralnego z prawej, udało się wygenerować całkiem zgrabną bryłę 140×120 cm, bardzo korzystnie przełamaną białym pochłaniaczem. Zakładałem, że całość, niezwykle prosta i w sumie monochromatyczna, będzie zgrabnym kompromisem między funkcją a potrzebną temu pomieszczeniu lekkością, ale nie spodziewałem się, że efekt będzie tak dobry! To co było ograniczeniem (rury po obu stronach) stało się stróżem lekkości i „oddechu” samej konstrukcji. Dorzuciliśmy listwę oświetleniową pod szafkę i całość zelżała jeszcze bardziej. Mogłem spokojnie wrócić na drugą stronę i wjechać z zastaną lodówką, która w zasadzie była nowa, biała i idealnie sprasowana z poziomem parapetu. Pozostało więc dociąć na wymiar blat, by maksymalnie wykorzystać i tę powierzchnię. Co pomaga zminimalizować powierzchnię potrzebną do stołowania się?… otóż im wyżej blat, tym krótszy „rozsiad”. Zatem stół barowy, kompaktowe, składane hokery i poza dobrą kompresją, mamy jeszcze szansę załapać się na dość przyzwoity widok za oknem!

Cóż pozostało jedynie wrócić z piękną, zabytkową półko-szafką na ścianę visavisową, by cieszyła oko od samego wejścia i postarać się o jakieś świeże, gustowne dodatki. W tym celu pobiegłem za róg do naszego zaprzyjaźnionego Resetu, skąd wróciłem z uroczą grafiką (zawierającą peerelowską interpretację reklamy sushi) i kilkoma gadżetami w kolorze miętowym, pasującym do grafiki. Niby wystarczyło dorzucić kilka starych ramek, trochę książek kulinarnych, kubków itp., jednak wystający z uskoku ściany fragment rur od centralnego, nie dawał mi spokoju, sam uskok zresztą też. Brakowało mi sensownego wykończenia tego załamania płaszczyzn, które przy okazji zasłoniłoby rury, no i paluszki mnie jeszcze świerzbiły… Są dechy, będzie półka szyta na miarę! Dwie godziny całość zajęła i było warto, a przy okazji ze ścinek powstały niebanalne wieszaki do karnisza. Zarzucamy gustowne zasłonki i… prosimy bohaterów! Ci co widzieli odcinek wiedzą, jak donośna była radość Karola… 🙂

Do następnego

Tom

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce prywatności".