Remont w 48H [S06,E10] czyli Millennials Pink

Naprawdę, mnóstwo inspiracji wywożę co roku z targów w Mediolanie, pełen gorących postanowień, że ile będę w stanie, tyle z ziemi włoskiej do Polski przywiozę i zaaplikuję do naszej rzeczywistości. Kiedy więc pojawił się w zgłoszeniu do programu młody, rzutki bohater gotowy na nowe trendy, radośnie przewertowałem moje wewnętrzne zasoby w poszukiwaniu tematu, który miałby szansę obronić się w ciasnej, ślepej kuchni, wyższej niźli szerokiej i długiej, z zabudową krzyczącą kultowe „kończ waść, wstydu oszczędź…”. Któż bowiem w dzisiejszych czasach słyszał, aby kran ze ściany wychodził, a światło centralne, jako jedyne w pomieszczeniu, skazywało nas na przegraną w nierównej walce z własnym cieniem… Zatem nie zwlekając, zabudowę chłopcy wynieśli, pozostawiając ze względów budżetowych jedynie lodówkę.

Szybkie płytek kucie i dajemy nura z hydrauliką pod poziom blatu. Elektrykę zmultiplikowaliśmy, uzdatniając punkty poboru prądu do nowych potrzeb. W sumie trzy nowe strefy powstały. Oprócz gniazdek ogólnodostępnych, przesuniętych i dodanych dla lepszej funkcjonalności, osobne na AGD zostały zrobione, a nawet na planowane nowe światło. Samo zaś oświetlennie centralne przesunięte zostało w prawy róg i tam zduplikowane. Co ciekawe (dla mnie samego), nie miałem w ogóle potrzeby zmieniać ustawienia żadnego z elementów umeblowania…🤔 więc byłem niezmiernie ciekaw, czy zmiana stylistyki i upgrade funkcjonalności wystarczą, by kompletnie odmienić to wnętrze. Światła musiało być więcej, lecz nie koniecznie mocniej. Zaplanowałem trzy strefy świetlne i w zasadzie już nie mogłem się doczekać aż pojawi się nowa zabudowa kuchenna. Aby mogło się to udać, wyznaczyć najpierw musiałem linię horyzontu, czyli przestrzeń między blatem a szafkami wiszącymi. W tym celu udałem się do miejsca, w którym rządzą betony! 🙀 Concrete ART to showroom, w którym oprócz monumentalnych płyt betonowych, 100×60 cm, które idealnie wchodziły w wyznaczoną przestrzeń, znalazłem również magiczne trójkąty 3D tworzone przez TEKT. Z Nimi to wiązałem wielkie nadzieje…

Poszły konie po betonie – jako powiadali budowniczowie wczesnego PRL-u… Gdy tylko płyty pojawiły się na ścianach, głównym wyzwaniem w skali całego pomieszczenia stały się owe trójkąty, które w magiczny sposób musiały wyewoluować z owych płyt. Poleciały więc, niczym grupa betonowych gołębi wzbijająca się w powietrze lub jak stwierdziła Elżbieta na moim profilu FB, wafelek gigant… By nie wydały się zbyt agresywne, całą kompozycję zamknąłem w wybijających się z bryły heksagonach. Trochę to trwało, a kiedy już skończyliśmy, można było malować i tu pojawiły się kolejne schody… Upatrzyłem sobie duet kolorystyczny, ciepłe bordo i niezwykle popularny obecnie Millennials Pink aka Pale Dogwood, czyli jeden z kolorów 2017. Posiedziałem nieco nad tymi dwoma różami i szybko nabrałem przekonania, że jednak znacznie się różnią. Wybrałem bordo oraz „ten drugi” z próbnika RAL, zaczęliśmy malować i… musiałem wstrzymać robotę. O ile ciepłe bordo było ciepłe, o tyle milenijny róż okazał się zbyt różowy. Pół godziny stopniowania pigmentów i udało się odpowiednio zbrudzić i docieplić kolor tak, by godzień był nowego tysiąclecia. Powiadam Wam, nowe tysiąclecie będzie odrodzeniem kultury Indian, albowiem kolor, który udało mi się wygenerować, po chwili zastanowienia nazwać musiałem „Spocony Indianin”! Spocony, bo aktywny… Pomalowane, wchodzimy z zabudową!

Czarne boksy przerażały połowę naszej ekipy. Jak to, czarne w ślepej kuchni?! Mało tego, jeszcze czarniejsze będą fronty! 😈 Jednak nie lękajcie się, przemyślałem temat i mając również w pamięci mediolańskie doświadczenie z ciemnymi elementami w różnych przestrzeniach wiedziałem, że kluczem do właściwego odbioru przestrzeni jest oświetlenie. Zgodnie więc z założeniem, puściłem dwie linie ciepłych ledów pod szafkami wiszącymi oraz nad nimi. Po przeciwnej stronie na dwóch długich prętach zwieszone zostały białe lampy, dość selektywnie doświetlające kącik stoliczkowy. Stoliczek był uroczy, lecz mocno sfatygowany. Obudził on we mnie instynkt konserwatora-odnowiciela i nie mogłem się powstrzymać, musiałem dać mu nowy, oryginalny blat i na szczęście miałem kilka skitranych sklejek, z których udało mi się stworzyć ciekawą kompozycję w stylu artdecowskim. Obok stanęła stara-nowa lodówka. Pięknymi dłońmi Pani Moniki, pięknie odmalowana, piękną matową czernią. Jedynie plastikowe elementy zostały białe, do lamp nawiązując, a czernią łącząc się ze stojąca vis a vis kuchenką gazową. Prosta, tania, ale idealnie dopełniająca bryłę zabudowy kuchennej.  Do tego stalowy zlew i z jego prawej strony, zamykająca kompozycję, czarna bateria. Nieco pustą przestrzeń nad lodówką wypełniła kolorowa grafika z prostym, czytelnym przekazem „All you need is a glass of wine”. Tym właśnie akcentem (lampki wina) zapragnąłem zakończyć wieczór, dlatego czym prędzej zaprosiłem bohatera na finał…

Ustalmy, że już jakąś dekadę temu przestał obowiązywać podział na niebieski dla chłopców, a różowy dla dziewczynek. Kolory przestały być oczywiste i jednoznaczne. Żyjemy w epoce poważnej weryfikacji idei gender, w której różne podziały zanikają, a funkcje i atrybuty płci tracą znaczenie, czy to się komuś podoba, czy nie. W kwestii estetyki i piękna uważam to zjawisko za niezwykle stymulujące i tym tropem szedłem tworząc kuchnię facetowi zdającemu się być otwartym na te zmiany. Pomogłem mu zresztą we właściwej interpretacji moją bluzą…😅 I wiecie co?… Idąc nomenklaturą gimbazowych millennialsów, czyli pokolenia 2000+, nasz bohater skleił bryłę euforycznym „Wow!”… 😄

Do następnego!

Tom

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce prywatności".