Remont w 48H - [S06,E05], czyli jak uszczęśliwić zwierza

Różne to już wnętrza dane mi było aranżować, typów ludzkich poznałem co niemiara, nauczyłem się określać ich potrzeby i oczekiwania… ale jak podejść do typa, który jest nieco „nieokiełznany”, pochodzi z Ameryki Południowej, lubi wspinać się po drzewach, zaglądać wszędzie gdzie się wciśnie, a jego kuzynem jest znany z wyjątkowej wścibskości szop?!… heę…? Tak bowiem ustawił sobie życiowe priorytety nasz formalny bohater Marcin, że w kategorii „bohater” kluczową postacią stał się jego podopieczny. Zakładam jednak, że Marcina pasja oraz charakterystyczna uroda były inspiracją do związania swojej życiowej ścieżki z niełatwym, choć niewątpliwie uroczym towarzyszem. Marcin zajmuje się zawodowo, jak i hobbystycznie wspinaczką oraz podobnie jak jego zwierz, dysponuje niebanalnym owłosieniem… Drodzy Państwo, przedstawiam Wam oto, docelowego gospodarza remontowanej przestrzeni, ostronosa rudego!

Kiedy pierwszy raz wszedłem do mieszkania wynajmowanego przez grupę znajomych, od razu coś mi nie pasowało… Pewnego rodzaju ascetyczność granicząca z prymitywizmem, z pomieszczenia na pomieszczenie przybliżała mnie do istoty sprawy. Wszędzie, nazwijmy to „pierwotna biel”. Duży pokój zajęty i zabarykadowany przez parę znajomych, drugi pusty, na środku stojąca suszarka, porozwalane buty, kilka gratów. Trzeci, też biały, zagracony linami, dużą klatką i stojącym na małym regale plastikowym pojemnikiem z wiórami, które się ruszają… Tak, prawdopodobnie większość z was zareagowałaby tym samym odruchem odrzucenia, gdy potrząsnąwszy nim, spomiędzy wiórów wywierciłyby się larwy świerszczy!  Marcin skwitował to prostym – „to białko dla zwierza…”. Pobiegłem więc pręciutko do ostatniego pokoju. Tam właśnie czekał na mnie zwierz… Poza oczywistym zaciekawieniem istotą z „hopplanety”, którą niechybnie okazał się ostronos rudy, biegający, skaczący i wspinający się bez dłuższej zadumy, moją uwagę przykuła kolorystyka ścian. Żółto-pomarańczowe wszystkie (łącznie z sufitem), a podłoga oraz wszelkie meble sztuczną trawą wyłożone. Do tego metalowe łóżko piętrowe, a pod nim kuweta… Na ścianach jedyną dekorację, prócz półek i wiszącego systemu audio-video, stanowiły liny wspinaczkowe (lub zjazdowe, jak kto woli), a wszystko spowite wonią udamawianego powoli zwierza…  Pytam się, jak żyć!.. co mam zrobić, którędy uciekać?!…  Poszedłem pomedytować, prosząc chłopaków, by w międzyczasie wynieśli to wszystko i pozwolili mi raz jeszcze wejść do pustej już przestrzeni.

Zabawa w zmianę ustawienia mebli na 9m2, gdy mamy dwie „niezmienne”, drzwi i okno, nie wchodziła w grę. Łóżko musiało zostać po przekątnej od wejścia, a biurko na lewej ścianie. Pozwoliłem więc sobie na klasyczny przerzut elektryki do miejsc istotnych i skupiłem się na… zwierzu. Poczytałem o ostronosach oraz ich zwyczajach, wszedłem w skórę zwierza i zacząłem fantazjować o tym, jak sam bym brykał i gdzie jakich ciekawostek bym szukał będąc ostronosem… Z dzikiej zadumy wyrwała mnie ekipa remontowa pytaniem „na jaki kolor malujemy?”, oczywiście, że na biel złamaną szarością! 🙂 Tutaj ze względu na przewodni motyw rudości, do bieli dodałem kapkę pigmentu musztardowego, a farba, rzecz jasna, szorowalna!

Wróćmy jednak do istoty, po czym to ja bym chciał skakać będąc ostronosem? Po drzewach bym skakał i po trawie biegał, z wysokości teren obserwował, zakamarki eksplorował, w tajnym miejscu wynajdował jedzenie, ukrytym przesmykiem zaglądał do toalety… no tak, tak… W pierwszej kolejności zabrałem się za prosty projekt 3-kondygnacyjnej, modernistycznej chaty ostronosa. Poziom 0 – toaleta, zamykana klapą z okrągłym otworem, tak aby potrzebami fizjologicznymi nie epatować. Poziom 1 – jadalnia, z tajnym przesmykiem z poziomu 0, można do niej wejść lub z niej zejść za potrzebą. Przesmyk ów przesłonięty ścianką, by nikt nie zorientował się, jak tam się dostałem (ja ostronos). Z jadalni kolejnym przesmykiem dostajemy się na taras widokowy wyściełany stosowną matą, na której miło poleżeć, a i sierść można radośnie wyczochrać. Z tego poziomu to już prosto na drzewo by się wskoczyło, lecimy zatem z półkami na ścianę. Aby dać zwierzu temu poczucie skakania po gibkich gałęziach, wymyśliłem sobie, że półki owe nie będą sztywno do ściany na wspornikach złapane, a podwieszone na linach i tym samym całość nawiązać będzie do dekoracji, które w pokoju zastałem i które jednoznacznie definiują pasje obu osobników zamieszkujących to wnętrze.

Jako, że bohater lubi ciepłe kolory i ja to szanuję, choć nie wyobrażałem sobie ponownie ściany żółcią zalewać, w kolorystyce lin upatrzyłem rozsądny kompromis. Pobiegłem czym prędzej do specjalistycznego sklepu o nazwie PolarSport, w którym przemiła pani doradziła mi, które z lin w ustalonej kolorystyce powinienem nabyć. Bohatera sprytnie podszedłem wcześniej pytając, czy któreś z lin możemy wyrzucić by nie zawalały, wskazał długą, grubą, granatową i już w duszy rączki zacierałem wiedząc, że idealnie wpisze mi się ona w konstrukcję zwisów półkowych. Kiedy zebrałem wszystkie składowe: deski ze sklejki na wymiar cięte, liny, wieszaki i zaciski, uznałem, że podkładem dla instalacji powinien być charakterny kolor, stanęło na zbrudzonym niebieskim, szorowalnym (rzecz jasna).

Ileż było zabawy z tymi linami… Cała ekipa chciała mieć w tym udział, każdy chciał się pobujać, powiesić, poddusić… kupa radości… ale najważniejsza była przemyślana chronologia montażu! Kilka godzin nam przy tym zeszło. Do tego właściwy budownictwu komunistycznemu brak kątów prostych między ścianami, uwypuklony został prostopadle umieszczoną względem pozostałych, półką odchodzącą od ściany wejściowej 3 cm na 170 cm długości, dzięki temu ostronos czuć się będzie jak na prawdziwej gałęzi.

Ale zejdźmy na ziemię. Na podłogę musiała wrócić trawa, a przez to wszystko prawie zapomniałem o łóżku dla bohatera! Prosta konstrukcja z możliwością chowania pościeli i innych takich, w dwóch szufladach. Za stosowne uznałem oddzielenie łóżka od „domku ostronosa” czymś co uwolni Marcina od widoku intymnych czynności ostronosa, a samemu zwierzu da większe poczucie bezpieczeństwa. W tej samej serii co łóżko znalazłem zagłówek, który dodatkowo zawiera w sobie wysuwany regał (zapięty na klipsa chroniącego przed dziećmi), jednak zamiast wezgłowiem, stał się on parawanem. Po drugiej stronie wystarczyło proste biurko nad którym uporządkowaliśmy system multimedialny tak, aby przyjemniejsza i efektywniejsza była praca na komputerze. Do tego prosta grafika nawiązująca do sklejkowych półek, kilka gadżetów, fajne poduchy i wołamy naszych wszędołazów!

Przywykłem do różnych reakcji dorosłych bohaterów, jednych zatyka, inni czują się zobligowani „jakoś” zareagować, kolejni ważą słowa… Mówi się, że tylko dziecko pokaże, co naprawdę myśli, ale powiadam wam, chcecie poznać prawdę?… wpuście ostronosa!

Jakieś 5 sekund potrzebował po wejściu do pokoju na ramieniu Marcina, by z owego ramienia wdrapać się na pierwszą z brzegu półkę i stamtąd, jak po starym szlaku, przebiegł szybko na drugą ścianę, wnikliwie sprawdzając wszelkie nowe kombinacje dotarcia do miejsc dotąd nieznanych. Nie minęły dwie minuty, a zajrzał wszędzie gdzie mógł, testując skróty, o które nawet nie podejrzewałem zwierzę tych gabarytów. A bohater cóż… wpatrzony w szczęście brykającego ostronosa, wzruszony rzucił jedynie w moją stronę „skąd wiedziałeś?…”.

Do następnego!

Tom

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce prywatności".