Remont w 48H - [S06,E06], czyli oddech w kuchni

Wychowałem się w bloku, większość moich znajomych mieszkała w blokach i doskonale zdaję sobie sprawę, że połowa narodu naszego mieszka w blokach. Większość z nich w tych z przedziału 60’-80’. Im większy blok, tym mniejsze w nich pomieszczenia, a szczególnie kuchnie. Taka to klasyka gatunku przywitała mnie w kolejnym odcinku. Bohaterką jest matka dwójki dorosłych już dzieci. Mikro M4, czyli 3 pokoje z kuchnią. Jeszcze chwilę temu dwie małe sypialenki były królestwami dzieci, syn w jednej, córka w drugiej, a mama spała w wygenerowanym z wnęki pokoju stołowego, aneksie sypialnianym. Ostatnimi czasy syn się wyprowadził, a jego pokój zajęła mama. Teraz, patrząc ze swych sypialni przez pryzmat „przestronnego” salonu, widok wieńczy wejście do mikro kuchni, która nagle stała się nieproporcjonalnie mała względem pozostałych pomieszczeń i natłoku osób/m2. Zapragnęli oddechu również w tym miejscu, a że dzieci kochane, mimo braku pomysłu i środków na remont kuchni, wpadli na jeden, genialny w swej prostocie pomysł-zgłosili mamę do programu!

Rozmontować starą zabudowę szczelnie wypełniającą każdy centymetr przestrzeni nie było łatwo. Lodówkę wynieśliśmy i od razu wiadomym było, że drzwi jej przerzucić na drugą stronę trzeba, gdyż pierwsze co zmienić należało, to ustawienie jej tak, aby z wejścia okna nie zasłaniała. Jak zawsze elektryka do poprawki, gniazdka nad blat roboczy wyprowadzić trzeba było, inne schować by kable zalotnie nie wyłaniały się zza AGD, jak ogony psów merdających z nadzieją, że ktoś w końcu zaspokoi ich głód (w tym przypadku głód prądu). Jednak największą niespodziankę przyniósł nam demontaż wąskiej zabudowy karton-gipsowej odsłaniając niezwykły (legendarny już dla nas) „Tryptyk Rurowy”. To jak odnalezienie Upadłej Madonny z wielkim cycem, z kultowego serialu Allo! Allo! W roli autora tego dzieła, fikcyjnego holenderskiego malarza van Klompa, wystąpiła na wskroś realistyczna polska malarka Pani Monika. Wyrównaliśmy ściany po zdjęciu starych płytek i czym prędzej weszliśmy ze zgaszonym błękitem jako tłem dla tryptyku. Resztę ścian klasykiem bieli złamanej szarością potraktowaliśmy i można było wchodzić z zabudową.

Fizyki nie oszukasz, kubatura pomieszczenia jest jaka jest i więcej nie będzie, ale nasze zmysły można na różne sposoby nie tyle zwodzić, co stymulować pozytywne bądź negatywne postrzeganie przestrzeni. Mebli było mnóstwo, a bohaterka skłonna była prosić o więcej, lecz ją srogim spojrzeniem powstrzymałem, a pomogła mi w tym stanowczo córka bohaterki. Człowiek ma w naturze swej naiwność, która na różnych etapach życia próbuje przechytrzyć  myśleniem, jak zjeść ciastko i mieć ciastko. I tak właśnie pani Joanna, chciałaby przy jednym podejściu zyskać przestrzeń w pomieszczeniu, zyskać przestrzeń na przechowywanie i jakby się udało, bo od zawsze marzy, a dotąd nie było na nią miejsca… zmywarkę… 😱

Brutalnie raz jeszcze brwi zmarszczyłem, cisza zapadła, ale w duszy już spokoju nie miałem… Skąd zmywarka? Skąd wygenerować na nią finans? Gdzie ją wcisnąć?! Na szczęście już wcześniej sprawdziła nam się współpraca z Candy i kiedy oprócz planowanych sprzętów pojawił się temat zmywarki, z zaangażowaniem przystąpili do sprawdzania dostępnego od ręki asortymentu. W temacie AGD dostałem jeszcze wytyczną, którą  jako wegetarianin, nie od razu załapałem, aby piekarnik dać większy, bo do tego starego kurczak nie wchodzi… 🤔 Przearanżować zatem musiałem cały projek i na nowo zdefiniować proces uszczęśliwiania naszej bohaterki…

Nim chłopaki skończyli kłaść płytki na lewej ścianie, przyjechaliśmy z zabudową i całym AGD, dumnie wnosząc zdobytą zmywarkę. Uprościłem zabudowę, tworząc dwie linie mebli w perspektywie zakończone błękitną ścianą pięknie wyeksponowanych rur, których idea dojrzała i finalnie każda z nich pomalowana została na jeden z trzech odcieni ewoluującej niebieskości, spinając tym samym kompozycyjnie kolorystkę pomieszczenia. Ustawienia lewej strony prawie nie zmieniałem, piekarnik w zabudowie (taki co mieści kurczaka), słupek z szufladami, zmywarka i szafka zlewozmywakowa. Całość jednym blatem przykryta z wpuszczonymi weń płytą gazową i zlewem z ociekaczem, jednak przez krzywe ściany spasowanie go stało się mikro dniem świstaka, z 10 razy przymierzaliśmy i szlifowaliśmy, by zbędnych prześwitów nie robić. Ponad blatem zawisła prosta linia szafek wiszących z wmontowanym w drugą z nich okapem teleskopowym i wszystko w tym temacie. Prawa strona prostsza w sensie funkcjonalnym, ale przemyślenia nieco wymagała, gdyż blat nad szafkami stać się miał również parapetem. Dzięki nieco płytszym szafkom podblatowym mogłem nie tylko wejść ze standardowym blatem (63 cm) pod okno, ale i rant blatu na tyle wypuścić, że na taborecie można przy nim usiąść z kawką i patrzeć przez okno na bezkresną Białołękę. Lodówka w prawym górnym rogu musiała być lekko odsunięta od ściany, aby drzwi bez uderzania o rury otwierały się pod kątem, który umożliwi wysunięcie szuflad z zamrażarki, ale wpisało nam się to znakomicie w ideę oddechu, którego ta kuchnia bezwzględnie potrzebowała. Kilka półek typu kwadrat w naroże, by móc coś postawić, lecz nie zasłaniać dojścia do okna i pędzimy po dodatki/akcesoria! Przy jednej z najpiękniejszych w swym modernistycznym założeniu warszawskich uliczek, ul. Oleandrów, mieści się cudowny sklep Makutra z akcesoriami kuchennymi w stylistyce, nazwałbym to, neo-retro. Człowiek to całe życie się uczy, nie dość, że frajdę niezwykłą miałem kompletując akcesoria, to jeszcze dowiedziałem się, że taki pędzel, wiecie, jak taki do golenia, to są utensylia! Nabrałem ich zatem trochę i czym prędzej pobiegłem robić finał…

Trudno jest łączyć potrzeby i oczekiwania różnych pokoleń w jednej przestrzeni, do tego mocno ograniczonej metrażem. Kiedy do mieszkania zawitała rodzinka, moją uwagę zwróciły trzy różne natężenia i odmiany ciekawości związanej ze zbliżającym się wejściem do nowej kuchni. Syn zdystansowany, już tu nie mieszka, więc się nie ekscytuje, ale szczęśliwy i zaniepokojony zarazem, czy mama będzie zadowolona, czy spełni się jej marzenie. Córka z natury powściągliwa emocjonalnie, uśmiecha się tajemniczo pod nosem. To ciągle jej mieszkanie, interesuje się nowymi trendami i liczy na mnie, że wniosę przede wszystkim świeżość i oddech. Mama… całe życie gromadziła przedmioty, na które z trudem udawało się zarobić, jej królestwem była i jest kuchnia. To, co było nie wadziło jej specjalnie, ale kartą przetargową dzieci w negocjacjach z nią, było nowe, sprawne AGD oraz czyste szafki. Kiedy już weszli do kuchni, pierwsze co usłyszałem z ust bezwzględnie wzruszonej bohaterki, to… „Uuo… jest zmywarka!”.

Do następnego!

Tom

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce prywatności".