Pągowski u Siebie - Kuchnia

Kuchnia to serce domu… tę metaforę zna każdy, ale dla każdego to „serce” bije inaczej. Mamy różne przyzwyczajenia, obyczaje i procedury kulinarne. Zabierając się za tworzenie jej od podstaw, podstawowym zadaniem jest zrozumieć specyfikę naszych realiów, ograniczeń, przyzwyczajeń i ambicji. Z tym ostatnim jest u mnie najtrudniej… coś między szewcem, co bez butów chodzi a praktykiem teorii wieloświatów, według której, każdy nasz dylemat jest genezą rozszczepienia się światów na taką ich liczbę, jaką to liczbę możliwych rozwiązań mamy. A opcji w głowie miałem bez liku. No i bądź pan mądry i zdecyduj się na coś… W takiej sytuacji zawsze najlepiej robi zdystansowane spojrzenie na realia przestrzeni, którą mamy do dyspozycji i ustalenie podstawowych potrzeb w sensie funkcjonalnym… i od tego zacząłem!

12 m2 to i dużo i mało by zrobić kuchnię z jadalnią, a zastana podłoga bardzo klarownie wyznaczała te dwie strefy. Zachwyciły mnie obie powierzchnie, szczególnie motyw lewej strony płytek odciśnięty w betonowej zaprawie klejowej! Wypełniłem więc ubytki wylewką samopoziomującą w części betonowej, zaimpregnowaliśmy beton, przeszlifowaliśmy i zaolejowaliśmy stare deski modrzewiowe, bo tylko olejowanie ma sens jeśli mamy naturalistycznie nierówną powierzchnię drewna, która pracuje na starych legarach. Nie zamierzałem się cackać ze ścianami, w nich też jedynie zalepiliśmy dziury, zagruntowaliśmy, profilaktycznie bielą przemalowaliśmy z naciskiem na sufit, ale tak naprawdę chodziło o „restart w postrzeganiu przestrzeni”. Polecam to wszystkim, którzy potrzebują odciąć się od nieświeżej historii pomieszczenia i na świeżo spojrzeć na potencjał danego miejsca. U mnie finalnie stanęło na tynku dekoracyjnym typu „beton”, gdyż dzięki białej czystości ścian, jasnym się dla mnie stało, że w stosunku do charakternej podłogi, ściany potrzebują czystej szarości, ale z ciekawą fakturą. Miałem już z tym materiałem do czynienia i wiedziałem, że wywijanie nim szpachelką po ścianie jest czystą frajdą. Mało tego!… skłonny jestem powiedzieć „pokaż mi faktury ścian swoich, a powiem ci kim jesteś”! 🙂

Już zabierałem się za planowanie zabudowy, kiedy to zapukał administrator budynku z informacją, że właśnie zabierają się za wymianę pionów i centralnego ogrzewania…!😱 Całe szczęście, że betonu miałem więcej, bo cały ten „wystawny kaloryfer skasowali, troszkę podłogę rozebrać trzeba było… ale dzięki temu kaloryfer, nówka sztuka nie śmigana, trafił tam gdzie jego miejsce, czyli pod parapet. To nic, że miesiąc uciekł, koncepcja dojrzała i wiedziałem już (mniej więcej) czego chcę. W poszukiwaniu rozwiązań niebanalnych szukałem materiałów szlachetnych w swej surowości, nawiązujących do podłogi i godnie podnoszących ją na wyższy poziom świadomego odbioru.☝️Okazało się, że szlachetnych w swej surowości materiałów dostępnych na rynku jest sporo… Zacząłem więc od tych, z którymi miałem już do czynienia. Pierwszym pewnikiem została stal szczotkowana, a dokładnie rury stalowe kwadratowe (tak, kwadratowe – też rury!) będące estetycznym szkieletem konstrukcyjnym. I tu zaczęły się poważne negocjacje z technologami naszego zacnego partnera, marki ERNESTRUST

Najłatwiej było sprowadzić profile 20×20 mm, ale z mojego magicznego projektu, który jako pierwszy wprowadził mnie do nowej rzeczywistości programowej Vectorworks wynikało, że najlepsze proporcje brył zabudowy kuchennej uzyskam dzięki profilom dużo cieńszym 12×12 mm. Batalia była długa i zacięta, stanęło na 14×14 mm! 😅 Kiedy jednak przeszliśmy do materiału wypełniającego, w trakcie naszej telekonferencji powiedziałem „dość, jadę do Was!”… I całe szczęście, że tak szybko uznałem to za konieczność, bo w siedzibie RUSTa na nowo odkryłem piękno MDFu barwionego w masie!😍 Od razu stało się wszystko jasne! Z ośmiu próbek MDFu i 4 kolorów stali stworzyliśmy z marszu 5 podstawowych zestawów kolorystycznych. Spokojny i szczęśliwy wróciłem do domu w drodze już przesiadając się mentalnie na kolejny temat – AGD… Wychodzę z założenia, że bierność rzadko popłaca, ale cierpliwość popłaca zawsze. Kiedy więc po wstępnym zbadaniu branży AGD okazało się, że możemy mieć kłopot ze skompletowanie potrzebnego sprzętu w pasującej nam stylistyce, powiedziałem Pani Monice, jak przystało na Konfucjusza z Mokotowa „poczekajmy, patyk rzucony w górę rzeki zawsze spłynie do twych stóp” – taka metafora… I tak zaiste się stało, i nie był to symboliczny „patyczek” a cały transport solidnych „bali” AGD marki SMEG. A w tzw. międzyczasie…

Okazało się, że czas montażu kuchni u nas zbiegł się z największymi stołecznymi targami wnętrzarskim, na których to wystawiać się miała marka ERNESTRUST, zgadnijcie jaką to kuchnię między innymi zapragnął wystawić nasz partner?… Aha…😊 I zamiast do nas trafiła ona na ekspozycję targów, gdzie do pełnego efektu „kuchni gościnnej” brakowało jedynie stołu i krzeseł. Wyzwanie zrealizowania zaprojektowanego przeze mnie stołu, bez wahania podjęła się zaprzyjaźniona pracownia REC.ON, a niebanalną koncepcję stworzenia „kompletu” kompletnie różnych, starych krzeseł, spiętych stylistycznie, tą samą tapicerką i kolorem lakieru, podjęła się również zaprzyjaźniona pracownia JOE HANNA CASEY. Przy wyborze oświetlenia pojawił się kolejny koncept, „a co jeśli wprowadzilibyśmy totalnie abstrakcyjny motyw spinający przestrzeń między dolnymi a górnymi szafkami?…”. Boże… dziękuję Ci, że przywiodłeś do mego żywota istotę równie pokręconą jak ja… Pani Monika po krótkim researchu zaprezentowała mi idealny pattern z kolekcji tapet Cole&Son, które udało się ściągnąć na czas dzięki DŁUGAShowroom. Kolejnym jej niebanalnym wkładem, we wnętrze kuchni naszej, stało się kompleksowe zaaranżowanie wkładów szuflad! Nim zacząłem się zastanawiać, gdzie pieprz, a gdzie majeranek, już wszystko rozparcelowane zostało w plastikowych słoiczkach i przegrodach przywiezionych przez samo szefostwo manufaktury VEKI! I ja to szanuję, ja to rozumiem!…

Kuchnia to serce domu, ale kiedy włożysz w jej tworzenie swoje własne serce, przyciągniesz ludzi, którzy dorzucą również swoje serducha, a wtedy kuchnia tętnić będzie harmonią wszystkich żywiołów, dając energie nie tylko domownikom, ale i gościom, których nigdy w tej kuchni nie zabraknie… Teraz, kiedy piszę ten tekst popijając kawkę przy kuchennym stole, jestem przede wszystkim szczęśliwy, że jest taka… taka jak ja…❤️

Do następnego!

Tom

Kliknij, link do odcinka.

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce prywatności".