Między życiem a śmiercią, czyli jak czerpać energię z umierania...

Dzisiaj 1 listopada… Celebrowanie granicy życia i śmierci praktykowane jest od zarania ludzkości. Coś się rodzi, coś umiera po to, by za chwilę znowu coś mogło się urodzić… W tym szczególnym okresie zorientowani jesteśmy na ludzi, którzy odeszli, szczególnie tych nam bliskich. Jednak u podstaw wszelkich wierzeń i obrządków zawsze leży prawo przemiany starego w nowe. Nie zmierzam tu do tyrady kulturowo-religijnej lecz do prostej refleksji nad przemijaniem i wykorzystywaniem potencjału „umierania”, w tworzeniu nowego życia…

Wszystko jest energią i może korzystnie lub niekorzystnie wpływać na nas (na naszą energię). Może nas wzmacniać lub osłabiać. Chciałbym tę zasadę ukierunkować oczywiście na tematykę naszych wnętrz/mieszkań/domów.

Każdy doskonale czuje ów dyskomfort związany z utratą funkcjonalności (czyli również energii) danego pomieszczenia lub konkretnego przedmiotu. Kiedy jakiś mebel wypaczył się lata temu, drzwi odpadły, a półki są na krawędzi zapadnięcia, to znak, że coś umiera, trzeba pozwolić mu odejść by zrobić miejsce na nowe.

Taki stan przeciągającej się agonii widzę na co dzień w mieszkaniach Polaków i choć mam ogromny szacunek do historii, to dość dobrze nauczyłem się rozpoznawać moment, w którym nie ma już odwrotu. Coś dawało nam radość wiele lat, pomagało zdefiniować nasz świat, pomagało wnieść do niego ład, poczucie pełni i komfortu. Ten czas jednak minął. To „Coś” zmęczył czas, a my nie mieliśmy czasu by naprawić, podregulować lub środków by oddać w ręce specjalisty, który przywróci dawną świetność i funkcję.

Czym jest to „Coś”? Ludzie mają niezwykły dar… jest to dar personifikacji.

Ze zwierzętami jest łatwo, komunikują się z nami, pokazują nam swoje emocje, pragnienia, smutki i cierpienie.

Z przedmiotami jest trudniej, ale i tak wielu z Was delektuje się niezwykłą więzią z ukochanym fotelem, ulubioną komodą czy nawet z kubkiem do kawy. Żyjemy w poczuciu, że te przedmioty komunikują się z nami, dając radość, budząc w nas ważne wspomnienia lub generując historię naszej rodziny.

Tak, wszystko ma energię… i warto dbać by była jak najlepsza. Kultywujmy to, co daje nam poczucie więzi z historią naszą i naszych przodków, to dodaje nam energii. Nie bójmy się również pożegnać tych przedmiotów, których nie da się już uratować. Nasz świat nie znosi próżni. Opróżnianie wywołuje podciśnienie, które ma moc przyciągania. Naszym zadaniem jest jedynie świadomie wybrać, co tę pustkę wypełni…

Życzę Wam najlepszych wyborów, w czasie, który został nam dany… idę zapalić świeczkę i pomedytować obserwując łunę naszej pamięci…

PS. Powyższe zdjęcie przedstawia ułamek mojego zbioru książek tematycznych. W wielu przypadkach ich autorami są moi profesorowie, niektórzy z nich już odeszli… raz jeszcze dziękuję…

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce prywatności".