HOME OFFICE, CZYLI BIURO W MOIM DOMU, ALBO ODWROTNIE

No i stało się… skończyliśmy remont biura i możemy pochwalić się tym w „Pągowski u Siebie” tym samym rozpoczynając cykl na moim kanale YouTube!…  Chwała bohaterom i cześć poległym, czyli jestę zwycięzcą, choć poległem kilka razy, tak w przenośni, bo odnotowałem jedynie kilka potknięć i kilka przykuców, głównie dotyczących terminów i przymusowych, „nieszablonowych rozwiązań”, nad którymi rozwodzić się nie będę. Ale po kolei…

W poprzednim poście wystosowałem tezę zapytawczą, czy mieszkanie/dom może być naszą uczelnią, świątynią,biurem… zacznijmy więc od biura. Odpowiedź brzmi – TAK. Dziękuję skończyłem…
No dobra, rozwinę na kontrprzykładzie… 🙂 Mój znajomy projektant, z uznanej firmy produkującej kuchnie, na hasło home office wzdryga się i patrzy na mnie z mieszaniną pogardy i współczucia, ale z wyuczonym taktem argumentuje, że on by tak nie mógł patrzeć jak obcy ludzie kręcą mu się po domu, że jako projektant lubi czasami się odciąć i popracować u siebie, ale żeby tak tworzyć biuro i zaplecze socjalne, Boże uchowaj! I ja go rozumiem, taka mentalność. W sumie większość ludzi dla higieny obyczajów potrzebuje wyjść z domu do pracy. Ale nie my…

U nas od początku było jasne (co zresztą testowaliśmy już wcześniej), że to będzie home office pełną gębą, a nawet ocierający się o coworking i rodzący się właśnie wśród milenialsów hoffice, czyli spotykanie się w domu w celu wspólnego uprawiania… freelance’u, gdyż wiele zadań wśród naszych zleceń wymaga zatrudniania freelancerów, którzy w naszej przestrzeni mają prawo czuć powiew nowego trendu. Zależy nam na dobrej atmosferze, ale przede wszystkim na efektywnej pracy, dlatego poszukujemy ludzi, którym po drodze z wychodzeniem do pracy do cudzego domu, w którym poczują się jak u siebie, i którym nie przeszkadza, raz na jakiś czas, widok styranego dżobem Tomasza o poranku, zakutanego w szlafrok po ciężkiej nocce na planie programu…

Nigdy nie lubiłem chodzić do pracy! Uwielbiam pracować, tworzyć, działać i właśnie dlatego szkoda mi było czasu na przemieszczanie się. Poza tym zawsze irytowała mnie wizja, w której mój umysł dopada wena, a ja jestem poza zasięgiem narzędzi do jej wykorzystania, koszmar!

Aby jednak możliwe było funkcjonowanie w takim trybie, niezbędne jest właściwe rozplanowanie przestrzeni, zarówno tej biurowej, jak i tej prywatnej. Szukaliśmy więc lokalu, w którym rozmieszczenie pomieszczeń pozwoliłoby zgrabnie rozdzielić te strefy. Biurowa musiała być na wejściu, mieć bezkolizyjny kontakt ze strefą socjalną, czyli niezależną toaletą i kuchnią, która jest wspólna dla obu stref, bo my po prostu kochamy gotować i częstym procederem jest wspólne lunchowanie, a czasami wytworne gotowanie po pracy.

Niezbędna do właściwego funkcjonowania jest również higiena samej pracy. Dbamy o odpowiednie warunki dla każdego z działań (włączając w to mój okazjonalny, schludny, dizajnerski szlafrok przy porannej kawie, którą zwykłem przygotowywać dla całego zespołu). Każdy w biurze ma możliwość pracować w wybranej przez siebie strefie, jeśli tylko czuje, że dzięki temu jego efektywność będzie większa. Hołdujemy tym samym idei Activity Based Working, którą kieruje się większość świadomych korporacji, zamieniając boksy z biurkami dla każdego pracownika, na strefy realizacji poszczególnych działań dla każdego zadania, wprzęgając w to również strefy rozrywki i relaksu.

Nie jesteśmy korporacją i daleko nam do tego, ale chcemy czuć ład i porządek w najprzyjemniejszej możliwej wersji, tak dla duszy, jak i dla oka, dlatego niezwykle ważne dla mnie było zaprojektowanie wyjątkowych mebli, oddających wyjątkowość naszej agencji oraz zaproszenie do współpracy producentów świadomych zmieniających się trendów zarówno w designie, jak i filozofii pracy.

Tak… czasy się zmieniają i cieszy mnie to, bo zawsze szukałem elastyczności i form jej wyrażania, czy to w życiu, czy w materii. Teraz spokojnie siedzę z kawką w designerskim fotelu VANK i patrzę jak na tle zaprojektowanego przeze mnie, cudownego regału ze SWISS CDF, cały zespół radośnie pracuje przy moim „zatokowym biurku” (bo tak je nazwałem). Patrzę na salon, w którym kolejne strefy dopełniają ideę ABW, jak miękkie heksagony Fluffo bezpiecznie zamykają perspektywę, a rozpostarta nad pomieszczeniem sieć zwisów z kolorowych kabli (a konkretnie szarych:), zwieńczonych niebanalnymi woreczkami moyha zaadaptowanymi na żyrandole, spina strefy w całość, tworząc razem przepiękną kompozycję będącą znakiem nowych czasów…

Do następnego!

Tom

P.S. Kliknij, link do odcinka.

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce prywatności".