Remont w 48H [S06,E08], czyli światło w przytulnej norce

Przytulne poddasze z wygenerowanym dodatkowym metrażem, czyli więcej za mniej. Marzenie każdego singla i artystycznej duszy. Na dole salon z kuchnią, mini atelier, a na górze prywatna ostoja. Takie też założenie towarzyszyło naszej bohaterce Monice. Piąte piętro bez windy nie mogło być przeszkodą, gdy przed nią roztaczała się wizja uroczego poddasza na Starej Ochocie, przecież ruch to zdrowie! Wysokość pomieszczenia na antresoli 180-200 cm również nie jest problemem, kiedy wzrost, nazwijmy to… nie przebija średniej europejskiej. W sumie, ja też daszkiem nie haczyłem… Mieszkanko urządzone z pomysłem, w części salonowej nieco zdominowane funkcją foto studia. Schodki na antresolę, jak i cała góra, mocno jednak po kosztach zrobione i nie bójmy się stwierdzenia, bez gustu, czego kwintesencją były brunatne drzwi, okleinowane drzewo-podobnym czymś, do których rozpaczliwie nawiązać pragnęła lakierobejca użyta do pomalowania topornych schodów. Światełko nadziei dla wąskiej, niskiej przestrzeni, dostrzegłem w mikro kanciapie schowanej za kultowym plakatem z Audrey Hepburn, której to bohaterka nasza wstydziła się (tej kanciapy, nie Audrey), gdyż nawrzucanych miała tam mnóstwo gratów i pudełek, których na oczy widzieć nie chciała. Cóż… poprosiłem grzecznie, aby szybkiej selekcji „skarbów” dokonała i z lokalu czym prędzej uciekała!

Chłopakom prostą dyspozycję wydałem, „ta część ścianki musi zniknąć!”. Martwiły mnie nieco kable i rurki, gdyż na ściance schowka zainstalowany był włącznik światła, a obok zwieńczenie miała instalacja hydrauliczna, kiedyś bowiem, w tej kanciapie rezydował ponoć boiler, a teraz dwa urocze kikuty zalotnie wystawały ze ściany. W zasadzie wszystkie ściany stały się wielką niewiadomą, jako że stare mury przedłużone innym materiałem budowlanym najłatwiej było przykryć płytą k/g, co z kolei dawało przestrzeń do bliżej nieokreślonego przebiegu kabli elektrycznych znajdujących się za nią, a chciałem elektrykę nieco przerobić… Gniazdka tam gdzie były, sensu nie miały. Zlikwidowaliśmy je i pociągnęliśmy według nowej koncepcji elektrycznej. Światło (znaczy się kinkiet) musiało rozszerzyć strefę wpływów, dorobić więc trzeba było dodatkowy punkt, z którym wiązałem wielkie nadzieje…

Nad tym, co zrobić z wystającymi ze ściany dwuteownikami, długo się nie zastanawiałem. Pomalowane na czarno, pasowały jedynie do podłogi w otwartej części antresoli, po zamknięciu drzwi, do niczego. Poprosiłem więc grzecznie chłopaków, by doczyścili je do „żywej” stali, bo prostota i surowość stały się dla mnie podstawą stylistyki tego miejsca. Ściany musiały być białe, choć u mnie nie ma bieli „bieli”. Miękko i ciepło złamana ugrem idealnie łączyła się w tonacji z planowanym surowym drewnem, a dokładnie ukochaną sklejką, gdyż kilka elementów z jej udziałem w tym pomieszczeniu planowałem… a w zasadzie wszystko, poza łóżkiem. Kiedy jednak nową bielą pomalowana została sypialnia, nie miałem złudzeń, antresolowy przedsionek też należało pomalować! Tym bardziej, że ściany tam nieco chłopcy przeorali, dokonując kwantowego skoku logistycznego. Włącznik światła sypialnianego, który znajdował się daleko, przy wejściu na antresolę, przenieśliśmy na ścianę wejściową sypialni. Fajnie jest nie wychodzić z sypialni by móc zgasić w niej światło. No i te drzwi… nie było mowy o ich wymianie, więc zarządziłem ich malowanie na pasujący, choć kontrastowy, zgaszony, ciemno-niebieski! Położyliśmy nową, mięciutką, szarą wykładzinę w części sypialnianej, wykończoną białymi listwami przypodłogowymi i…

Czas na sklejkę, czas na światłość! Stałem i siadałem w różnych punktach sypialni szukając sposobu na jej uprzestrzennienie. Otwarcie wnęki dało nową perspektywę, a zastany tam punkt świetlny pomógł szybko ustalić wartość światła wydobywającego się z tego zakątka. To on dał mi punkt odniesienia dla prostej, niezwykle skutecznej konstrukcji, która stworzyła magiczny efekt przestrzenny i poprawiła funkcjonalność pomieszczenia. Z prostej tafli sklejki, ściąłem lewy górny róg, dzięki czemu uzyskaliśmy łatwiejszy dostęp do przestrzeni „za”. Zmieściły się tam wszystkie pudła ze strychu, a na tylnej ściance powiesić można teraz np. szlafrok. W prawej górnej części, wyciąłem okienko, które wypełnione zostało boksem z tej samej sklejki, zakończonym wyciętym kawałkiem, będącym jednocześnie mocowaniem do ściany,  a tam czekał już przygotowany wcześniej punkt świetlny. Dwie listwy ledowe umieszczone wzdłuż wewnętrznej i zewnętrznej ścianki, lewego boku boksu dały efekt, z którego jestem po prostu dumny… Całość wygląda jak elewacja małego domku, zza którego przebija się blask poranka… Drugi plan wypełniła równie prosta, z tej samej sklejki wykonana konstrukcja szafki wpływającej do wnęki i tam załamującej się w jeszcze dwie linie regalików książkowych, na wzorzystym dywanie postawionych, tworzących we wnęce mikro biblioteczkę.

Na koniec wystarczyły proste, dizajnerskie dodatki, takie jak lampka nocna, wieszak i magiczna głowa przecięta książkami, które bez trudu skompletowałem w showroomie Le Pukka. W miejscu starego kinkietu zrobiłem instalację ze ściętego naroża płyty, co dało nam analogię i dopełnienie formy zagłówka na ścianie prostopadłej. Prostą, drewnianą ramę łóżka wypełniliśmy magicznym materacem „eve”, który wraz z dwiema poduszkami, bez żadnych poszewek i pościeli, dopełnił szlachetnej prostoty wnętrza. Zupełnie bonusowo podszedłem do pierwszej części antresoli, co z resztą kosztowało nas niestety kilka dodatkowych godzin. Powiedziało się A, trzeba było powiedzieć B. Kilka prostych boksów jako ekspozytory kolekcji zabytkowych aparatów fotograficznych oraz starej maszyny do pisania. Dwa nowe kinkiety oraz duży puf z funkcją przechowywania, który na sztywno przymocowany do podłogi stanowił zarówno wizualne zwieńczenie naroża antresoli, zasłaniając brzydkie schody i zabezpieczając użytkowników przed nieplanowanym opuszczeniem antresoli pionowym lotem w dół (brak innej bariery). No i co… mogłem już zaprosić Monikę na jej nowy, wyższy poziom!… Reakcja mnie po prostu onieśmieliła, a słów którymi mnie obdarowała nie zacytuję przez wrodzoną (choć skrzętnie skrywaną) skromność… :*

Do następnego!

Tom

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce prywatności".