PROJEKT LOKALNY [S01,E03] MAGIEL

Są takie profesje, które mimo, iż ciągle funkcjonują, powoli „odparowują” ze społecznej świadomości. Jedną z takich działalności jest Magiel… Wstyd się przyznać, ale moje własne dzieci nie wiedziały co to za miejsce, póki się za nie nie zabraliśmy w programie!😱 A magiel to niegdyś synonim higieny każdego domostwa, miejsce w którym pachnie czystością, zapach który do dziś z radością niesiemy do domu…😊 Wielka maglownica, para i stosy pakunków czekających na przemaglowanie lub odbiór. Rytuał, który potrzebuje przestrzeni i czasu… a idealny tytuł na książkę o tym…? „Magia Magla”☝️😅 Ale zejdźmy na ziemię, czy magiel potrzebuje być ładny?… Pytanie retoryczne, oczywiście, że tak! Każde miejsce użyteczności publicznej powinno być ładne! I tu wchodzę ja, cały na biało…🤗

Jakiż to grzmot okrutny ta maglownica!😱 Nie dało się ni jak cholerstwa ruszyć, sprawdziliśmy z każdej strony i odnotowałem rozpaczliwą bezradność ekipy, która kładła zastaną tam wykładzinę (docinki & sztukowania)…😅 Ale to czynnik, nazwijmy – obiektywny, sprawą natury funkcjonalno-stylistycznej był natomiast „odciąg” pary, będący rurą kanalizacyjną idącą ku wentylatorowi wmontowanemu w naświetlenie (ta część drzwi nad ślemieniem). Stałem i gapiłem się jak sroka w gnat na butelkę po coca coli zainstalowaną u wylotu rury tej…🤔 Szacunek, podziw, onieśmielenie… takie właśnie emocje zatelepały mną, gdy zrozumiałem niezwykłą skuteczność, prostotę, po prostu genialność tego rozwiązania!… Denko odcięte, średnica się zgadza, nakrętką do dołu i jak się para naskrapla, to odkręcamy i po temacie!😃 Tyle lat studiów, tyle lat doświadczenia… człowiek, to się całe życie uczy!☝️ Ale jedno było pewne, tego tak zostawić nie mogłem, choć hołd owej instalacji złożyć musiałem i pragnąłem zachować ją dla potomności.

Po krótkim przeszkoleniu zawodowym zdałem sobie sprawę z dwóch rzeczy: 1. Układ sprzętów i logistyka przez lata zostały dobrze zoptymalizowane i w zasadzie nie ma co tu zmieniać; 2. Potrzebujemy sporej przestrzeni na środku, co w sensie aranżacyjnym zawsze niekorzystnie wpływa na budowanie planów ekspozycji… Ale na tym właśnie polega ten program, na umiejętnym żonglowaniu zabiegami stylistyczno-funkcjonalnymi w sztywnych ramach zależności „branżowych” danego miejsca/zawodu.☝️ Silić się na „showroom” sensu nie było, ale to co najbardziej psuło przestrzeń, to ordynarne regały na pakunki, oraz oldschoolowa wykładzina w stylu „retro peerel”… Jednak, jako podkład pod nową wykładzinę zachowaliśmy ją z radością, a rzeczone regały równie radośnie zdemontowaliśmy!😀 W górnej części konstrukcji ramowej oddzielającej część główną od zaplecza, wystawały dwie abstrakcyjne rury hydrauliczne…🤔 Była to kolejna nowatorska koncepcja wymiany powietrza.☝️ Ja to w komplecie z rurą odprowadzającą parę wziąłem i jedynie do lica ramy te rury przycięliśmy, by za wiele kontrowersji nie budziły.😅A…! W lewym górnym rogu lokalu, czekała na mnie paczka owinięta w świąteczny papier niespodziankowy, z której wystawało kilka grubych kabli!😃 Jakże się ucieszyłem, gdy ją rozpakowałem…🤗 Toż to rozdzielnia do siły!😍😅🤣

Tynki takie, że broń Boże paznokciem zahaczyć, sypie się wszystko!😱 Nie było mowy o robieniu bruzd pod nową elektrykę, pierwsze wyzwanie: stylistycznie zaangażowana, natynkowa instalacja gniazdkowo-oświetleniowa! Z ogólnodostępnych kabli są tylko czarne i białe, ale puszki natynkowe już tylko białe… By ową biel subtelnie uczytelnić, ściany i sufit pomalowaliśmy na delikatną szarość muśniętą gołębim piórkiem.😊 Rytmicznie rozłożone pod sufitem puszki, kable idące od jednej do drugiej i schodzące od każdej w dół (to do gniazdka, to do kinkietu), stworzyły bardzo miłą oku techniczną girlandę. Wcześniej brakowało zarówno gniazdek, które w tym przypadku lepiej aby były wyżej niż niżej oraz oświetlenia ogólnego. Zastałem plątaninę przedłużaczy zasilających głównie dziwne lampki i kinkiety, poza tym że wyglądało to strasznie, było przede wszystkim niebezpieczne!😱 Teraz nastał ład i jasność. Oczywiście zadbaliśmy również o światło centralne, doświetlające główne stanowisko pracy i tu centralnie zwiesiliśmy trzy urocze żyrandole typu „wook”.🤓 Ściany gotowe, można było układać nową wykładzinę! Radosne, pastelowe paseczki, subtelne i wyraziste zarazem. Nie przeczę, chłopaki namęczyli się z nią, ale dzięki analizie błędów poprzedników, udało się jedynie dwoma nacięciami wprowadzić wykładzinę również pod maglownicę!🧐

Prostota i funkcjonalność, to podstawowe założenia towarzyszące mi przy projektowaniu szytych na miarę regałów. Udało się jednak przemycić nieco magii, układając pod kątem słupki regałów tak, jakby wtapiały się częściowo w ścianę. Półki ku górze zagęszczają się i spłycają, jak gdyby pod presją pochłaniającej je ściany…🤔 Ma to sens w najwyższym stopniu praktyczny!☝️ Słuchałem uważnie co bohaterki nasze mówiły o rozplanowaniu pakunków, że na dole duże, ciężkie, które trudno wtachać wyżej. Natępnie coraz mniejsze… i tu fakt, że idą one pod kątem, pozwala bez większego wysiłku, półeczka po półeczce, kłaść je coraz wyżej.🙌 Teraz każdy pakunek ma swoją półkę i żadnych „piramidek” z nich bohaterki robić nie muszą.😊 Dalej poszło już z górki. Blaty (składania/przyjęcia/wydawki) skompresowaliśmy do jednego, solidnego blatu w kształcie litery „L”. Tam gdzie było ważenie pojawiły się dwa proste kubiki przykryte blatem. Wypełnienia w kolorze żółtym stały się radosnym akcentem nawiązującym do wykładziny, który można znaleźć jeszcze w kilku innych detalach. Pojawiła się również mała sofka, bo choć bohaterki o tym nie wspominały, czułem, że jest to idealne miejsce również do osiedlowych spotkań i pogaduszek.😀

Największym jednak skarbem, który udało nam się wprowadzić do tego wnętrza, była oryginalna, stuletnia, stupięćdziesięciokilowa, niemiecka maglownica!😍 Spod granicy ją ściągaliśmy i nie udałoby się to na czas, gdyby nie nasz serdeczny znajomy, który swym zmysłem poznańskim skoordynował bezpieczny przerzut tego skarbu na Powiśle (Marku, raz jeszcze dziękujemy!). Owa maglownica stała się nie tylko idealnie pasującym artefaktem, ale i praktycznym biurkiem!☝️Jako wisienkę na torcie potraktowaliśmy małe, aluminiowe wiadereczko (pomysł operatora:), które zastąpiło genialną, acz mało atrakcyjną butelkę po coca coli… Rurę odciągu pary wyprostowaliśmy, pomalowaliśmy i jakoś tak fajnie zaczęła wyglądać…🤔 No dobra, wisienki były dwie, drugą była nowa identyfikacja wizualna zaprojektowana przez Panią Monikę. To bardzo ważne aby zaistniałą metamorfozę było czuć już przed wejściem i choć nie zawsze mamy czas tym się zająć w programie, sugerujemy naszym bohaterom, w którą stronę powinny pójść tego typu zmiany.
To jak podobało się wnętrze naszym bohaterkom zobaczyć możecie w odcinku (powtórki lecą regularnie), ale nie wiecie, że do dziś od bohaterek dostajemy pozdrowienia przy okazji różnych wyjazdów i świąt…😊 Warto? Warto!☝️😍✌️

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce prywatności".